|
Humor
Choroba dziadka
Dziadek niedawno przeszedł na emeryturę. Wreszcie miał czas na swe ulubione szachy.
A grywał ze swym sąsiadem Karolem. Całymi dniami siedzieli z nosami utkwionymi w szachownicę, bez ruchu. Jedyne słowa jakie czasem padały, to te na powitanie i pożegnanie. Pamiętam, że babcia nie mogła się z tym pogodzić. Biedna krzątała się po domu raczej z przyzwyczajenia, niż z potrzeby. Tak bardzo chciała porozmawiać, zająć się czymś z dziadkiem, gdzieś wyjść. A najwyżej mogła się domyśleć i podać graczom kawę czy kanapki. W końcu nie wytrzymała. Awantura była straszna. Dziadek skapitulował.
- Przysięgam! Nigdy więcej. - podszedł do półki, gdzie leżały szachy. Wziął pudło i zbliżył się do pieca, w którym wesoło huczał ogień. Pięknie toczone, choć już dosyć zużyte figurki jedna po drugiej trafiały do ognia. Piony, gońce, zawahał się przy pięknych królowych.
Ale i one trafiły na stos. Oczy dziadka nic nie wyrażały. Zupełnie, jakby popadł w odrętwienie.
Babcia była zadowolona. Wreszcie mogła mówić. Dziadek przytakiwał jej mechanicznie. Tego wieczora nie miał chęci na kolację, choć były jego ulubione pierożki z jagodami.
Drugiego dnia było jeszcze gorzej. Zapadnięte oczy, brak apetytu, apatia. Trzeciego dnia przyplątała się temperatura. Babcia niemal siłą zaciągnęła go do lekarza.
- Proszę państwa, takiej choroby medycyna nie zna - powiedział lekarz po badaniach.
- Może to jakaś odmiana depresji. A może czegoś innego...
Dziadek topniał w oczach. Już nawet nie wychodził karmić gołębi na skwerze.
Po kilku dniach nagle ktoś nieśmiało zapukał do drzwi. Babcia wpuściła do domu sąsiada. Przygarbiony, wyglądał na skrępowanego. Pod pachą miał drewniane pudełko z szachownicą na wierzchu. - Może zagramy jedną partyjkę, - zwrócił się do dziadka, patrząc z obawą na babcię. - Nie, nie, obiecałem, że już nigdy nie siądę do szachownicy. - bohatersko, ale z głębokim westchnieniem wyszeptał dziadek.
- Ależ jedną, czy dwie partyjki możesz zagrać. Nic się nie stanie - babcia poczuła nadzieję, że stan dziadka może troszeczkę się poprawi. I faktycznie - już gdy rozstawiał figury oczy mu zabłyszczały jak dawniej i ręce zaczęły wykonywać pewniejsze ruchy. Po godzinie zawołał do babci - A przynieś mi z kuchni jakiejś zupy. Tylko w tej mojej misce, a nie w jakimś małym talerzyku.
Babcia z łzami radości w oczach podreptała do kuchni.
A nazajutrz wróciwszy z zakupów podała dziadkowi dziwny prezent. - Masz. To dla ciebie.
I wiedz, że są z plastiku, więc nie waż się ich wrzucać do pieca. Dopiero byś narobił!
Od tego czasu dziadek znów spędza całe godziny przy szachach. Ale dziwna rzecz, ostatnio dość często spotykam moich dziadków to w parku, to w jakiejś małej kafejce, to na zakupach.
Może w małżeństwie tak bywa, że lekarstwo podane jednemu, leczy oboje.
|
Cytat
Dopiero po dojściu do odpowiednio wysokiego poziomu gry w szachy, można zasmakować w ich bogactwie.
B. Larsen
|